Wywiady z autorami




Pablo De Santis


(ur. w Buenos Aires, 1963) ukończył filologię na Uniwersytecie w Buenos Aires i pracował jako dziennikarz i scenarzysta komiksowy (do dziś praktycznie i teoretycznie zajmuje się historyjkami obrazkowymi). W czasopiśmie Fierro (był sekretarzem redakcji) publikował pierwsze komiksy swojego autorstwa. Karierę literacką rozpoczął od powieści dla dzieci i młodzieży, publikując w 1987 Nocny pałac (El palacio de la noche), a dotąd wydał ponad dziesięć książek dla najmłodszych.

W 1997 opublikował powieść "Przekład" (La traducción, polskie wydanie 2006), która dostała się do finałów Nagrody Premio Planeta Argentina i zapoczątkowała jego literacką popularność. Kolejne jego powieści spotykały się z bardzo dobrym przyjęciem i rychło doczekały się przekładów na inne języki (niemiecki, francuski, włoski, portugalski, czeski, niderlandzki, bułgarski, duński, angielski, węgierski, hebrajski, japoński, rumuński, serbski, grecki i rosyjski). W Polsce, prócz "Przekładu", ukazały się jeszcze "Teatr pamięci" i "Kaligraf Woltera", zaś we wrześniu 2009 premierę miała powieść De Santisa – "Tajemnica Paryża", nagrodzona Premio Planeta-Casa de América w 2007.

De Santis uprawia ambitną prozę rozrywkową, do której być może najlepiej pasuje termin „thriller erudycyjny”: jego powieści cechują się wartką fabułą i atmosferą tajemniczości, tyle że wynika ona zazwyczaj z zaskakujących dziedzin ludzkiej działalności. Pożywką dla fantazji autora staje się np. językoznawstwo i teoria przekładu, tajemnice ludzkiej pamięci, architektura czy nauki filologiczne. Tajemnica Paryża zaś to frapująca powieść kryminalna, ale zarazem swoisty metakryminał dekonstruujący gatunek i mit detektywa. Znakiem firmowym pisarza jest jego styl: lapidarny, celny i aforystyczny.




Artur Kowalczyk (MUZA SA): Czy to Pana pierwsza wizyta w Polsce?

Pablo De Santis: Tak, jestem tu po raz pierwszy. Bardzo melancholijna ta Warszawa

Rzeczywiście, ale może to wina dzisiejszej deszczowej pogody... A propos melancholii i trochę mroczniejszych klimatów - czuje się Pan bardziej związany ze sztuką obrazu czy raczej literaturą? Pytam o to w kontekście pana twórczości komiksowej.

Czuję się ściśle związany z literaturą, aczkolwiek kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, to rzeczywiście zajmowałem się komiksem. W każdym razie ostatnio wróciłem do tego.

Stworzył Pan nowy komiks?

Tak. Najnowszy nosi tytuł „Hipnotyzer” i ukaże się w styczniu w języku francuskim.

Mamy jakąś szansę na wersję polską?

Nie wiem, ale jeszcze nie ma nawet wersji hiszpańskiej!

Czy komiksy, które Pan tworzy są podobnie jak niektóre z Pana książek, nieco mroczne?

Tak. Ten ostatni komiks opowiada historię hipnotyzera, który nie może zasnąć. Jest w stanie uśpić inne osoby, ale sam nie może zasnąć.

Ma Pan problemy ze snem?

Nie, wprost przeciwnie - sypiam doskonale!

Jak Pan dzieli czas na tak zróżnicowane działania zawodowe? Samo pisanie książki jest już dużym wyzwaniem, a zdaje się, że przygotowanie komiksu wymaga nieprawdopodobnej ilości czasu.

To prawda, najwięcej czasu zajmuje mi właśnie tworzenie komiksu. Trzeba tam narysować i opisać każdy obrazek. W Buenos Aires ukazuje się czasopismo, w którym zamieszczane są odcinki komiksów. Później są one, oczywiście, zbierane w jeden album.

Czy Pan także rysuje?

Nie, tylko piszę. Stworzyłem kilka komiksów wspólnie z rysownikiem, który podpisuje się Max Cachimba.. „Hipnotyzera” stworzyłem jednak razem z Juanem Sáenz Valiente.

Cóż, pisarzowi muszą podobać się rysunki danego rysownika, wręcz tworzy swoją historię z myślą o konkretnym artyście.

Czy Pana najnowsza książka, która właśnie ukazała się w Polsce, „Tajemnica Paryża” jest Pana rzeczywiście ostatnią napisaną książką?

Nie, po „Tajemnicy Paryża” powstała jeszcze jedna książka – dla młodzieży. Jej tytuł można przetłumaczyć jako „Poszukiwacz zakończeń”. Bohaterem jest człowiek, do którego przychodzą pisarze, którzy nie potrafią zakończyć swoich powieści. On pracuje w biurze rzeczy znalezionych. Ma tam skrzynkę z której wyciąga różne przedmioty. Daje je tym właśnie pisarzom. Dzięki temu udaje im się odnaleźć jakąś inspirację i zakończyć powieść.

A co Pana zainspirowało do napisania „Tajemnicy Paryża”?

Na początku przyszedł mi do głowy pomysł zebrania 12 detektywów. Początkowo chciałem oprzeć moją powieść na relacji między tymi właśnie detektywami i ich uczniami. Pomiędzy tymi Sherlockami Holmesami i dr. Watsonami. Zawsze zwracało moja uwagę to, że w tego typu powieściach kryminalnych, tych historii nigdy nie opowiada detektyw. To nie Sherlock Holmes, a doktor Watson jest narratorem. Podobnie w utworach Edgara Allana Poe. Jest tam więc zawsze osoba, która wie bardzo dużo i mogłaby nam wiele opowiedzieć, ale to nie ona jest narratorem – opowiada zawsze ten, który wie mniej.

W jakich krajach już ukazała się już „Tajemnica Paryża”?

W bardzo wielu, m.in. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, we Włoszech, Francji, Brazylii, Portugalii, a nawet w Japonii i Korei.

Do której ze swoich książek jest Pan przywiązany najbardziej?

Do „Tajemnicy Paryża” właśnie i do znacznie wcześniejszej: do „Przekładu” [1997, wyd. MUZA SA 2006]

Dużo Pan pisze?

Piszę bardzo dużo – właściwie zajmuję się tylko pisaniem. Jednak publikuję mniej. Staram się wydawać mniej niż piszę, żeby nie zmęczyć czytelników.











Polecamy