Wywiady z autorami

Ewa Karwan-Jastrzębska, zdjęcie dzięki uprzejmości "Gazety Gliwickiej + Zabrze"


Rozmowa z Ewą Karwan-Jastrzębską, autorką książek dla dzieci i młodzieży, literacką matką Misia Fantazego.


Dariusz Jezierski ("Gazeta Gliwicka + Zabrze"): Pisarstwo... To zajęcie nadal po strzegane bardzo pozytywnie. Wielu ludzi marzy o tym by „napisać książkę”. A pisarstwo dla dzieci?

EWA KARWAN-JASTRZĘBSKA: Jest zdecydowanie najtrudniejsze. Trzeba ważyć każde słowo, bo wystarczy jeden fałszywy ton, a czujny mały czytelnik natychmiast go wyłapie. Pisanie dla dzieci wymaga otwarcia intuicji, która w przypadku tworzenia baśni jest równie istotna jak warsztat. I oczywiście wyobraźni, bo bez niej nie ma dobrej historii. Najważniejsze jest jednak, aby fantazjując nie kłamać. Twórczość dla najmłodszych obarczona jest dużą odpowiedzialnością.

Jakie warunki musi spełniać dorosły pisarz, aby móc pisać dla dzieci?

Dorosły musi odnaleźć w sobie dziecko. Sięgnąć w miejsca dawno już zapomniane, zakopane gdzieś w niepamięci, trudne do wery?kacji w świecie dorosłych. Gdy by szukać metafory, to pisanie dla dzieci jest jak przypominanie sobie z trudem snu, który, o czym wiemy, był dla nas bardzo istotny. I rzecz najważniejsza, trzeba uwierzyć w inteligencję młodego czytelnika, bo największym błędem pisarza jest infantylizacja przekazywanych treści.

Gdzie jest złoty środek? Jak traktować dzieci poważnie i jednocześnie dobrać odpowiednie środki wyrazu, skoro jest się dorosłym?

Wbrew pozorom dzieci to bardzo poważni czytelnicy. Moje doświadczenia wskazują, że to, co dotyka sensu życia, a nie jego przy padków i przygód, jest dla dzieci najcenniejsze. Twórczość dla dzieci najmłodszych wymusza na pisarzu sięganie po proste środki wyrazu. Ale one z kolei wiążą się z wielką dyscypliną słowa. Dziecko obdarzo ne ogromną intuicją jest w stanie wiele zrozumieć, nie mając jeszcze pojęciowego przygotowania. Ono po prostu czuje sensy.

Pozycji dla najmłodszych przybywa. Wraz z moją dorastającą córką śledziłem je przez parę naście lat. Proszę uwierzyć, sporo wśród nich bezwartościowego chłamu. Z fatalnym językiem, kulawą gramatyką, a nawet koszmar ną szatą graficzną. Jak weryfikować wartość takich książek? Co tu nie gra?

Czarodziej ze Skały Wspomnień, ważny bohater książek o Misiu Fantazym, rozważał w jednym z opowiadań istnienie Niby Prawdy, czyli prawdy pozornej. Wydaje się atrakcyjna, jest w stanie zmylić czytelnika, który ufa, że autor składa mu uczciwą propozycję. Nie mógłby się bardziej mylić, bo część książek to rodzaj mistyfkacji, a przekazywane w nich treści nie są pochodną wewnętrznego doświadczenia autora.

Myślę, że najlepszą weryfikacją jakości książki będzie przeczytanie jej fragmentu i przeanalizowanie swoich odczuć. Jeśli okaże się, że wśród uczuć towarzyszących lekturze pojawi się zażenowanie, wiadomo będzie, że nie należy bliżej się z taką książką zaprzyjaźniać.

Miś Fantazy to jedno z Pani dzieci. Znają go kolejne pokolenia. Jest w tej książce coś, co czyni ją, zaryzykuję, ponadczasową, mimo zmieniających się trendów, mód i coraz „współcześniejszych” dzieci. Co to jest?

Miś Fantazy jest bohaterem, z którym utożsamiać się może każde dziecko. Narodził się na początku lat 90, ale czas nie ma tu większego znaczenia, bo rozwój każdego dziecka bez względu na epokę, opiera się na potrzebie rozwikływania zagadek tego świata. Niebieski Miś jest równie ciekawy świata jak jego czytelnicy, a przypominam, że podstawowe pytania zadawane od wieków nie zmieniły swojej składni i sensów. W tym znaczeniu można rzeczywiście postrze gać Misia jako kogoś, kto się nie starzeje i mógł istnieć zanim pojawił się w moich książkach.

Tajemnica lektury polega na tym, że dzieci wyczuwają pewne sen sy, a dorośli je rozumieją. Cały nie bieski świat, swoista arkadia, jest miejscem, gdzie na nowo stawia się sobie zasadnicze pytania. Może na tym polega ponadczasowość Misia…?

Marek Krajewski powrócił do krainy dzieciństwa i tak napisał o swojej przygodzie:

„Kiedy człowiek dorosły czyta książkę dla dzieci nie dzieciom, lecz samemu sobie, jego motywacja może być przez bliźnich różnie wyjaśniana. Może być uznany za marzyciela, który usiłuje uciec w bezpieczny świat dzieciń stwa, ekscentryka, któremu wszystko się znudziło i szuka nieznanych rozrywek, lub zdziecinniałego i do brodusznego miłośnika prostych recept na życie, które są podane jasno i kategorycznie. Ja postano wiłem sprawdzić, czy jestem w ogóle w stanie przeczytać literaturę skierowaną dla dzieci, czy potrafię się odnaleźć – ba! zadomowić – w dziecięcym kręgu wyobrażeń, w świecie prostych i łatwo definiowalnych wartości. Czy umiałbym jak Miś Fantazy – przyłożyć głowę do poduszki, wypchanej suszonymi liśćmi?”

Byłem w Krainie Wiecznego Słońca, lecz pozostałem tym, kim jestem. Nie obudziłem dziecka w sobie. Nie musiałem. Byłem wśród moich dobrych znajomych – wśród znanych mi motywów wędrownych. W wypowiedzi Misia Fantazego "Jestem tutaj i sam ze sobą rozmawiam, więc nie przestałem istnieć” usłyszałem głos Kartezjusza, który twierdził: “Byłoby absurdem sądzić, że coś, co myśli, w chwili, kiedy myśli, nie istnieje”. W postaci Prospera, który odkrywa przeszłość, i w postaci Ducha Opowieści, który bawi innych wymyślaniem historii, ujrzałem starogreckich aojdów, wygłaszających na dworach władców swe improwizacje – ogromne poematy ku chwale króla i ku rozrywce ludu. Węże morskie, które oplotły Władcę Mrocznej Krainy, przeniosły mnie w czasy, gdy na lekcjach łaciny rozbierałem wiersze II księgi “Eneidy” i czytałem tam ponurą opowieść o wężach morskich duszących Laokoona i jego synów.

Podczas lektury “Misia Fantazego” nieustannie natrafiałem na doskonale mi znane drogowskazy starożytnych mitów i toposów. Moja wędrówka przez tę książkę nie była podróżą w nieznane. Czułem się tam jak u siebie w domu. W książce dla dzieci odnalazłem swój świat. Czyżbym zdziecinniał w wieku lat czterdziestu i dwóch?


Niezwykle ważna to dla mnie wypowiedź, bo dowodzi, że baśń przekracza czas a jej adresatem może być też dorosły.

Czy Miś Fantazy ma jeden tylko żywot, czy zaistniał jeszcze w innej rzeczywistości?

Miś Fantazy doczekał się też ekranizacji w postaci 13-odcinkowej serii filmów animowanych dla TVP. W myśl zasady, że światy się dopełniają, oglądanie na DVD filmu połączone z lekturą książki daje pełny obraz świata przedstawionego. W przypadku przygód niebieskiego Misia filmy nie są kontrpropozycją, są dopełnieniem świata poetyckie go powieści. Mają w sobie oddech, który sprawia, że mały widz odkrywa sensy opowieści i nie goni za samą fabułą. Są filmy, które się w nas rozwijają, istnieją nadal nawet gdy ekran telewizora gaśnie i pozostaje jedynie światło lampy. Mam nadzieję, że Miś Fantazy do tych ?lmów należy.

A Pani mistrzowie literatury dla dzieci? Ulubiona książka dzieciństwa?

Ulubiona książka dzieciństwa… to trudne pytanie. Lektury dziecięce kluczą tajemniczymi ścieżkami. Miałam w dzieciństwie okres zaczytywania się w powieściach o Mary Poppins. To cudowna, magiczna literatura. Bardzo mądra i ważna, bo uczy prawdy, że świat nie jest oczywisty. Wystarczy otworzyć szeroko oczy i ujrzeć tę drugą stronę rzeczywistości. O niej to właśnie opowiada z tak wielkim talentem Pamela L.Travels.

Czy pisarz piszący dla najmłodszych potrafi pisać dla dorosłych?

Potrafi. Bo pisanie dla dzieci, a nawet dla młodzieży, to prawdziwy poligon doświadczalny, to wojna z samym sobą, droga pełna wyrzeczeń i pokory. Po takich do świadczeniach pisanie dla dorosłych jest braniem oddechu, a szukanie właściwych słów - przyjemnością.

Jak przekonałaby Pani rodziców do czytania dzieciom oraz inwestowania we wcale nie tanie książki dla dzieci, które już same czytają?

Trudno jest przekonać kogoś młodego do lektury. Jest to kwestia nawyków z okresu dzieciństwa. Od ruch czytania powinien być jak za spokajanie pragnienia. Nie do opanowania, potrzebny do życia jak woda… Tak naturalny jak oddycha nie.

Czy warto w książki inwestować? Nie mam wątpliwości, że tak. Ale trzeba sięgać po książki, które mogą wewnętrzne życie dziecka uczynić bogatszym. To równie ważne do świadczenie jak codzienne życie.

A jak dziecko zachęcić do lektury? Przecież tyle jest „ciekawszych” zajęć...

W dobie komputerów, kiedy gry angażują bez reszty wyobraźnię, kiedy jednocześnie można świat od początku do końca samemu kreować, książka stanowi trudną do zaakceptowania propozycję. Ale z drugiej strony lektura książki jest najbardziej twórczym zajęciem, jest rodzajem dopowiadania znaczeń, jest czytaniem tego, co kryje się między wierszami. Czyż może być bardziej ekscytujące za jęcie? Nie wydaje mi się, aby co kolwiek mogło z tym uczuciem konkurować. Dodajmy jeszcze sam przedmiot, możliwość intymnej lektury, sam na sam z bohaterami, bez zgiełku płynącego z głośników, bez bojowych okrzyków bohaterów gier… tak… to jest dopiero prawdziwa przyjemność. Jeśli rodzice byli by w stanie przekazać dzieciom tę prawdę o czytaniu książek, mogliby liczyć na sukces.

Na jesiennych targach książki w Krakowie rozmawiałam z dziećmi o ostatniej mojej powieści „Hermes 9:10”. Jest to opowieść o chłopcu, który odbywa podróż w dniu swo ich urodzin i nie jest to bynajm niej zwyczajna podróż zwykłym po ciągiem. Musi on bowiem dojechać do Stacji Bez Powrotu i uratować dziewczynę, która jest Zaklinaczką Smutków. To opowieść o dojrzewa niu, o magii przestrzeni, o fenomenie podróży i o odwadze. Moi czytelnicy malowali wagony tytułowego pociągu i lokowali tam pasażerów, którzy byli dla nich ważni. Doświad czenie to wskazuje, że można nie tylko kontemplować książki, ale też je współtworzyć. Jest to znak czasu i sądzę, że też sposób na zainteresowanie lekturą.

Spółka autorska z mężem... Są „literackie” konflikty czy raczej totalna artystyczna symbioza?

Można się spierać, dopełniać, można się zaskakiwać i potwierdzać się nawzajem. Pracę z Markiem traktuję jako doświad czenie, w którym spełnia się idea profesjonalizmu i rzetelności autorskiej. Zarówno powieści dla Disney`a cykl Ekspedycja, pisane przez nas pod pseudonimem Eva Carvani, jak i „Kaktus w sercu” wydany pod pseudonimem Barbara Jasnyk są owocem takiego dialogu. W każdej z tych powieści pozostawia my swoje piętno, a ostatnia z wymienionych stanowiła dla nas wielkie wyzwanie, bo najpierw trzeba było wymyślić życie wewnętrzne bohaterki serialu, a potem w jej imie niu napisać powieść. Wcielić się w Basię Jasnyk, aby stworzyć kreację na miarę jej postaci, nie przekroczyć granic prawdopodobieństwa, nie przekłamać, odnaleźć właściwy rytm opowieści… tak… to było wyzwanie.

Nad czym Pani aktualne pracuje?

Niebawem powstanie po wieść dla Egmontu dla starszej młodzieży, może nowe opowieści o Misiu Fantazym… a może nadszedł czas na kolejną powieść Barbary Jasnyk…

Rozmowa ukazała się w "Gazecie Gliwickiej + Zabrze" w marcu 2009 r.









Polecamy